Ponad wszystko

Napisany przez na sie 26, 2017 w recenzje

Ponad wszystko

To debiut literacki Nicoli Yoon przetłumaczony na 33 języki, który szybko zyskał rzeszę fanów i trafił na szczyt listy bestsellerów „New York Timesa”. W 2017 roku powstał film na podstawie powieści, którego nie miałam jeszcze okazji obejrzeć. Na książkę trafiłam dzięki koleżance z klasy, której bardzo, ale to bardzo dziękuję! :)

„Ponad wszystko” czytałam po raz pierwszy pod koniec roku szkolnego. Z początku moje uczucia były dość mieszane. Myślałam, że zakończenie i nagły zwrot akcji są nieco cukierkowe i odrobinę „na siłę”, ale książka pozostawiła również wiele dobrych wspomnień. Obudziła w mojej głowie kilka refleksji, których nie uznałam za dostatecznie przemyślane. Uznałam więc, że warto przeczytać powieść drugi raz i ostatnie kilkanaście godzin spędziłam z tą lekturą. Byłam zdumiona, na jak wiele innych rzeczy zwróciłam uwagę tym razem, ile nowych cytatów wychwyciłam, ile rzeczy mnie zaskoczyło po raz pierwszy… przez co emocje podczas czytania nie opadały i były nawet bardziej gwałtowne, niż za pierwszym razem.

Są książki, po których przeczytaniu czuję się szczęśliwa będąc bogatsza o wszystkie uczucia, które mi podarowano i za nic nie mam zamiaru z tego rezygnować. Są też książki, po których przeczytaniu nie pragnę niczego innego, niż zapomnienia. Pragnę mieć czystą kartę, by móc przeczytać tę książkę jeszcze raz, a potem znowu, na nowo odkrywając bohaterów. Ogarnia mnie żal, że już nigdy nie będę mieć tak świeżego spojrzenia na tę powieść, gdyż odcisnęła zbyt wielkie piętno w pamięci i wciąż skłania mnie do przemyśleń. Nigdy nie zapomnę jej na tyle, by móc zacząć wszystko od nowa. Do tego rodzaju książek należy „Ponad wszystko”…

Dawno, dawno temu, za górami, za lasami… Nie, zaraz. To nie jest bajka!

Po jednej stronie szyby…ona… Maddy, jest chora na SCID. Oznacza to mniej więcej tyle, że całe życie spędza zamknięta niczym Roszpunka w wieży, we własnym domu. Oddycha przefiltrowanym powietrzem, uczy się przez Internet, w jej ogrodzie zimowym „rosną” sztuczne kwiaty, a sama nie może podać nikomu ręki na powitanie. Jedynymi osobami w jej otoczeniu są kochająca mama i znająca ją od lat pielęgniarka. Organizm dziewczyny jest narażony na niebezpieczeństwo ze strony… całego świata, a każdy następny dzień przypomina monotonną powtórkę poprzedniego. Jedynymi rzeczami, które pomagają jej się od tego oderwać, są książki.

„Czasami czytam ulubione książki od tyłu. Zaczynam od ostatniego rozdziału i przesuwam się ku początkowi. W ten sposób bohaterowie przechodzą od nadziei do rozpaczy, od samoświadomości do zwątpienia. W romansach pary zaczynają jako kochankowie, a kończą jako dwoje obcych sobie ludzi. Książki o dorastaniu stają się powieściami o utracie sensu w życiu. Ożywają ulubieni bohaterowie.”

Po drugiej stronie szyby…on… Olly jest pod każdym względem niesamowity. Wystarcza sekunda patrzenia w jego nieziemsko błękitne oczy, by Mad zakochała się w nim po uszy. Intrygujący chłopak z sąsiedztwa zupełnie odbiega od świata znanego nastolatce do tej pory, a w dodatku próbuje przebić się przez dzielący ich mur i dostać do jej zamkniętego świata. Chłopak jest w ciągłym ruchu, a każdy z nich jest nieprzewidywalny, zaskakujący, nierealny, niebezpieczny z punktu widzenia zamkniętej w domu dziewczyny. Jednak z punktu widzenia Olly’ego jest to jedna z niewielu dróg ewakuacyjnych przed ojcem, który zamienia życie jego rodziny w koszmar…

Mimo, że przeczytałam książkę dwa razy i miałam mnóstwo czasu na przemyślenia, trudno mi zebrać myśli i sensownie określić, o czym tak naprawdę opowiada autorka. Przypuszczam, że dla każdego będzie miała inny sens i każde kolejne przeczytanie przyniesie nowe spostrzeżenia, szczegóły, na które wcześniej nie zwróciło się uwagi. Powieść nie byłaby tak porywająca, gdyby dotyczyła  jedynie historii dziewczyny chorej na SCID, która się zakochuje. Podoba mi się ilość relacji ukazanych w książce. Każda z nich obrazuje jakąś barwę miłości, skłania do refleksji na osobny temat i daje inną naukę. Dla mnie była to historia przede wszystkim o miłości… a właściwie o jej kilku twarzach.

O miłości do drugiego człowieka, która może okazać się ratunkiem oraz ucieczką przed całym światem, a zarazem drzwiami do niego… Relacja Maddy z Ollym przedstawia miłość jako lekarstwo, ucieczkę, porywiste uczucie, przed którym nie ma ratunku i nie ma nic, co mogłoby rozdzielić ludzi, którzy się nią darzą.

„To miłość otwiera świat.”

O miłości, która potrafi mieć niszczycielską siłę. Umie zmusić ludzi do zrobienia czegoś, czego nigdy by nie zrobili. Nawet, jeśli to ma skrzywdzić osobę, którą darzy się miłością… Nawet, jeżeli może zniszczyć jej życie… Jest to opowieść o chorobliwej miłości. O miłości, która przeradza się w obsesję. O miłości, która zabija i zaślepia. Kaleczy. Miłości utraconej i tej, którą za wszelką cenę pragnie się zachować…

„ Uznaję, że miłość to coś strasznego, potwornego. Kochanie kogoś w sposób, w jaki mama kocha mnie, musi przypominać noszenie serca na wierzchu, bez ochrony w postaci skóry i kości.

Miłość to straszna rzecz, a jej utrata jest jeszcze straszniejsza”

O miłości– iluzji. Relacja matki Olly’ego z ojcem pokazała, że człowiekowi z miłości serce potrafi pękać na pół, a uczucie to często wiąże się z nienawiścią, bywa też powodem cierpień. Pokazała, że miłość nie zawsze zasługuje na poświęcenie i złudne nadzieje. Miłość nie zawsze jest powodem do przyjmowania obietnic poprawy. Czasem trzeba się przed nią bronić, by ratować własne życie.

„ Miłość.

Miłość doprowadza ludzi do szaleństwa.

Utrata miłości doprowadza ludzi do szaleństwa.”

O miłości matki do dziecka, która przewyższa ludzkie pojęcie. Matki, która oddaje samą siebie, spycha na bok swoje potrzeby, by zawsze ofiarować dziecku pierwsze miejsce w swym świecie, ochronić je, wychować. Nie ma żadnego sposobu, by wyrazić swą wdzięczność wobec miłości matczynej… Relacja Maddy z matką była chyba najbardziej fascynująca. Pokazała, do czego człowiek jest zdolny w imię miłości oraz, że miłość może być żywiołem, a jego skutki mogą okazać się nie do naprawienia.

„ Jaką pamiątkę można kupić matce, która kochała cię całe życie i poświęciła dla ciebie cały świat? Która być może już nigdy cię nie zobaczy? Nic jej tego nie zrekompensuje, absolutnie nic.”

O miłości do życia, które trzeba doceniać w każdym jego akcepcie- począwszy od możliwości oddychania. Powieść uczy nowego, niestandardowego spojrzenia na świat. Zauważania rzeczy, które wydają się zwyczajne i dostrzegania ich niezwykłości, która tkwi w prostocie. Uczy patrzeć na otaczające nas przedmioty oczami przybysza z zupełnie innej planety.

„Widzę jasno oświetlone znaki i tablice z koreańskimi znakami. Ponieważ nie znam tego języka, wyglądają dla mnie jak dzieła sztuki przedstawiające piękne i tajemnicze kształty. Oczywiście w rzeczywistości oznaczają zapewne coś bardzo przyziemnego, jak „restauracja”, „apteka” albo „otwarte 24/7”.”

Uczy również akceptacji życia- tego, jaki obrało tor. Czasami uważamy jakieś wydarzenie za błąd, który chętnie byśmy wyeliminowali. A co, jeśli to zmieniłoby nas zupełnie? Być może, nie bylibyśmy teraz tymi samymi ludźmi? Co, jeżeli nasze życie nie byłoby już tym jednym życiem, które mniej lub bardziej, ale jednak kochamy?

„ (…) życie może skręcić w dowolnej chwili w jednym z tysięcy kierunków. Być może istnieją wersje życia obejmujące wszystkie twoje wybory i wszystko to, co odrzucasz.

Byłam zauroczona metaforami na temat życia, które w tej książce były zarówno soczyste i poetyckie, jak i logiczne, może nawet ścisłe. Precyzyjnie oddawały jego istotę.

„Czas płynie w dwóch kierunkach- do przodu i do tyłu- a to, co dzieje się teraz, wpływa na oba.”

„Teoria chaosu mówi, że nawet maleńka zmiana gdzieś tam może przynieść absolutnie nieprzewidywalne skutki. Motyl macha skrzydłami tu i teraz, a w przyszłości gdzie indziej tworzy się huragan.”

„- Przychodzisz na świat i zostajesz rzucona na to szalone urządzenie zwane życiem, które cały czas kręci się w kółko (…) Czasami człowiek przedwcześnie wypada z taśmy, czasami zostaje znacznie uszkodzony spadającymi na głowę innymi walizkami, więc przestaje właściwie funkcjonować. Niekiedy zostaje zapomniany albo zagubiony i już do końca życia obraca się na taśmie.

– A ci, którzy zostaną stąd zabrani?

– Będą wieść zupełnie zwyczajne życie w jakiejś szafie.”

Zwroty akcji w tej powieści były dla mnie niesamowite. Do końca książki czułam się trzymana w napięciu. Powieść była tyle samo piękna, co przerażająca. Skusiła mnie opisem o chorej dziewczynie zamkniętej w domu przez okrutny los. Ale to nie książka o losie.

To opowieść o miłości, która determinuje nasze życie i zachowania, zmusza do zastanowienia, do czego jesteśmy zdolni w jej imię… Gdzie leżą granice? Jak daleko można zabrnąć w kłamstwach? Ale to nie tylko książka o miłości.

To historia o dorastaniu, które zmusza człowieka do odcięcia pępowiny, podejmowania własnych wyborów i ponoszenia ich konsekwencji. Ranimy ludzi, których kochamy, ale jest to niezależne od nas. Rządzą nami siły, których nie rozumiemy. Chcemy być wolni. Chcemy ryzykować, bo bez tego nigdy nie nauczymy się, co to znaczy być bezpiecznym. Bo bez tego nigdy nie dowiemy się, jak to jest. Chcemy naprawdę żyć. Za szybą czekają niebezpieczeństwa, ale my pragniemy ją rozbić. I stać się ich częścią. Relacja Maddy z Carlą, pielęgniarką, przedstawiała miłość przyjaciół i udowadniała, że życie to dar, którego nie można zmarnować. Czasami wybory są złe i nie wszystko kończy się tak, jak byśmy chcieli, ale

„Jeśli człowiek nie żałuje, znaczy, że nie żył.”

„Może dorastanie wiąże się z rozczarowywaniem ludzi, których kochamy.”

„Turbulencje to nieodłączny element każdego życia.”

„Bezpieczeństwo to nie wszystko, życie nie polega jedynie na oddychaniu.”

Czytając „Ponad wszystko” nie sposób nie zwrócić uwagi na rysunki zamieszczone w książce, których autorem jest David Yoon, mąż pisarki. Rysunki te niezwykle urozmaicały czytanie, dodając książce lekkości i oryginalności, a także szczypty humoru. Sprawiły, że ta książka stała się na swój sposób niepowtarzalna oraz wyjątkowa, a także miała w sobie coś niezwykle ujmującego moje serce! Przyjęła postać czegoś w rodzaju pamiętnika, co bardzo mi się spodobało. Swoją drogą to przepiękne, że autorka i jej mąż potrafili połączyć swoje pasje i stworzyć naprawdę unikatową, bajkową książkę, która dopiero jako plątanina liter i rysunków tworzy zaklęcie mogące przenieść czytelnika do innego świata. Chciałabym takich rysunków w książkach jeszcze więcej i więcej!

Najbardziej w tej książce urzekła mnie chyba wymiana wiadomości na czacie między Ollym i Maddy. To było bardzo ciekawe i jeszcze nie zetknęłam się z takim pomysłem w żadnej książce. To dodało jej nowoczesności i świetnie wpasowało ją w szalony XXI wiek, ale też pozwoliło lepiej poznać bohaterów bez zbędnych komentarzy, opisów i przedłużania. Czytałam je z fascynacją i wypiekami na twarzy. Widać, że dialog to mocna strona pisarki, a już na pewno jedna z najmocniejszych stron „Ponad wszystko”.

Sam pomysł jest już dowodem, że to powieść naprawdę dobra. Czasami odnosiłam wrażenie, że czytam współczesną wersję Roszpunki, ale ciekawszą, ulepszoną i dostosowaną do naszych czasów, czy problemów. Nie wiem, czy taki właśnie był zamiar pisarki, ale uważam taki pomysł za nietuzinkowy.

Spodobało mi się, że autorka nie rozciągała powieści na trzy tomy, ale zawarła wszystko w jednym, choć z pewnością gdyby tak zrobiła, nie skarżyłabym się na stracony czas. Powieść była dla mnie tak zaskakująca i niesamowita, że mogłabym przeczytać ją równie dobrze w kilku częściach! Poza tym autorka „kupiła mnie” odniesieniami do „Małego księcia” :)

Zakończenie, którego nigdy bym się nie spodziewała, którego się bałam, które dało mi radość, gniew, euforię i ciarki na plecach w jednym, pozostawiło mnie nagle samą sobie pośród rozmyślań, niezadanych pytań, niezrozumiałych odpowiedzi.

Książka była dla mnie otworzeniem oczu na nowo. Myślę, że chętnie kiedyś do niej powrócę, a na pewno pod postacią filmu, którego jestem niezmiernie ciekawa. Książka poruszyła moje najskrytsze struny i udowodniła, że świat wyobraźni pisarskiej potrafi być nieobliczalny, magiczny, piękny, mroczny, a niekiedy zupełnie odejmujący mowę. Książka obezwładniająca, zupełnie absorbująca i przynosząca wiele wrażeń. Serdecznie polecam wszystkim zainteresowanym psychologią oraz kochającym książki dosłownie powalające na kolana :) Przed przeczytaniem zalecam zakup opakowania chusteczek, a po przeczytaniu konsultację z terapeutą lub najlepiej kolejną książkę… kac nieuleczalny :) Chętnie sięgnę po kolejne powieści Nicoli Yoon, skoro debiut był tak dobry. Dla mnie ta książka jest… po prostu ponad wszystko!