Nieprzekraczalna granica

Napisany przez na sie 20, 2017 w recenzje

Nieprzekraczalna granica

To drugi tom „Pułapki uczuć”, której recenzję napisałam całkiem niedawno. Pierwszy tom wzbudził we mnie dużo pozytywnych odczuć i sprawdził się idealnie w roli wakacyjnego towarzysza oraz umilił dość ruchliwy ostatnio okres w moim życiu! Byłam bardzo ciekawa dalszych losów Lake i Willa, dlatego sięgnęłam po „Nieprzekraczalną granicę” i niedawno skończyłam czytać. Teraz chętnie powracam do niej myślami, by napisać recenzję.

Zawsze z rezerwą podchodzę to kolejnych tomów, szczególnie dobrych książek, nie spodziewając się, że drugi tom podbije moje serce choć w połowie tak, jak pierwszy. Szczerze mówiąc, bałam się nieco przerysowanej sielanki i ułożonego życia nastolatków po przejściach, ale jak zwykle, książka obróciła mój światopogląd o 180 stopni.

W tym tomie Colleen Hoover ukazuje dalsze życie dwojga ludzi, których losy splotły się ze sobą w trudnym, najmniej spodziewanym momencie. Książka została napisana z perspektywy Willa, co mnie ucieszyło, bo lubię poznawać bieg wydarzeń z męskiej perspektywy. Lake i Will są już razem i tworzą zgraną parę. Poza uczuciem, łączą ich przeżycia i wydarzenia, które wspólnie przetrwali. Po próbie, na jaką wystawiła ich miłość w pierwszym tomie, mogłoby się wydawać, że tam nie ma już nic do opowiedzenia. Nic nie może złamać ich miłości. Jak się okazuje nic… poza Vaughn, dawną dziewczyną Willa, która nagle wkracza w ich życie, odmieniona, z ukrytymi gdzieś w głowie planami, które, kto wie, być może wykiełkują? A nawet jeśli nie, czy stara miłość zardzewiała w sercu Willa? A może zasieje wątpliwości w myślach Lake?

Wszystko to czeka czytelników u progu „Nieprzekraczalnej granicy”. Miłość wystawiona na kolejną próbę. Dwoje ludzi, którzy muszą zrozumieć, dlaczego tak naprawdę chcą ze sobą być. Czy łączą ich tylko podobne sytuacje życiowe? Czy Will był z Lake z litości? Jedno jest pewne, biedak będzie musiał się w tym tomie namęczyć :) To był, bowiem, tom znęcania się nad bohaterami. Wciąż dręczyły ich wątpliwości, musieli sobie coś udowadniać, walczyć i zmagać się z przeciwnościami losu. Całe szczęście, że Julia pozostawiła im magiczne gwiazdki, które przyświecały nawet, kiedy niebo zachodziło chmurami…

„Czasami dwie osoby muszą się rozstać, aby sobie uświadomić, jak bardzo siebie potrzebują” Autor nieznany

Bardzo zainteresował mnie również tytuł tego tomu. O ile w Pułapce uczuć szybko zrozumiałam jego sens, tu wydawał mi się bardziej zagadkowy. Spodobał mi się pomysł, który faktycznie bardzo dobrze podsumowuje książkę. Bo jest to książka o przekraczaniu granic. Granic zaufania, możliwości, bliskości i rozsądku. Czy nieprzekraczalna granica faktycznie jest nie do przeskoczenia?

Książka podzielona została na dwie części. Pierwsza z nich składa się z walki o uczucie pod względem psychicznym. Lake musi zmierzyć się z kłamstwem Willa, co, choć dla mnie było oczywiste, że skończy się dobrze i pewnie sama nie zmuszałabym go aż tak długo udowadniać, że mu na mnie zależy, w gruncie rzeczy okazało się dla Lake trudnym wyzwaniem. Jakkolwiek, koniec pierwszej części był raczej oczywisty i nie pozostawiał wielu złudzeń. Mogłabym powiedzieć, że się trochę dłużył, gdyby nie to, że wiele razy byłam naprawdę zbulwersowana rozwojem wydarzeń, a autorka do końca trzymała mnie w napięciu.

Druga część była dla mnie za to miażdżąca. Stanowiła odrębną całość. Kiedy wydawało się, że wszystko skończy się dobrze… Wreszcie, po całej pierwszej części oczekiwań oraz niepewności, na czytelnika spada jak grom z jasnego nieba… wydarzenie, które zmienia bieg wydarzeń na inny tor. Zrzuca jeszcze większy balast uczuć, rozpaczy i uśmiechów poprzez łzy. Druga część była moim zdaniem pod względem opisywanych emocji wiele bogatsza i chyba dlatego właśnie ona bardziej mnie wciągnęła. Nie zmienia to faktu, że pierwsza była także ciekawa i pełna charakteru.

Jak już wspominałam, książka została napisana z męskiej perspektywy. Przypadł mi do gustu pomysł na notatki Willa, w których pisał on o swoich przeżyciach i planach w bardzo poetycki sposób. Dzięki temu lepiej poznałam postać, a tekst był nieco urozmaicony. Najbardziej zapadła mi w pamięć jedna notatka, która jest według mnie niezwykle pięknym wyznaniem miłości. Może jednym z najpiękniejszych, jakie czytałam w książkach New Adult. Dosłownie zakochałam się w tym cytacie.

„ Wtorek, 10 stycznia

Gdybym był stolarzem, zrobiłbym ci okno do mojej duszy.

Ale zostawiłbym je zamknięte,

więc za każdym razem, gdy próbowałabyś przez nie zajrzeć…

widziałabyś tylko swoje odbicie.

Widziałabyś, że moja dusza

Jest odbiciem ciebie…”

Poza tym kontynuacja slamu była niesamowita, szczególnie mam na myśli wiersz Willa i jego występ z użyciem rekwizytów. Uwielbiam, że w tej trylogii właśnie poezja łączy ze sobą wszystkich bohaterów. To przy niej i dzięki niej rozgrywają się najciekawsze oraz najistotniejsze wydarzenia, a także zaskakujące zwroty akcji. Najbardziej zapadł mi w pamięć wiersz Edmunda Davis- Quinn’a pt. „Pisz marnie.” W dodatku postać ta, która wydawała mi się jedynie wytworem wyobraźni pisarki, okazała się być prawdziwym i rzeczywistym poetą. Bardzo mnie to zaciekawiło i zdziwiło, gdyż do tej pory nie przyszło mi na myśl, że niektóre postaci mogą być zaczerpnięte prosto z naszego realnego świata! To kolejny dowód, że książki New Young mogą czegoś nauczyć!

„A zatem pisz.

Pisz źle.

Zapisuj swoje myśli.

Niech tam pozostaną.

Niech dojrzewają.

A potem redaguj.

Ale nie redaguj wtedy, gdy zapisujesz,

To jedynie spowalnia twój mózg.”

Oto pierwotna wersja angielska cytatu:

„So write.

Fail.

Get your thoughts down.

Let it rest.

Let it marinate.

Then edit.

But don’t edit as you type,

that just slows the brain down.”

Byłam zachwycona rozwinięciem wątku rodzeństwa obojga bohaterów. Był przezabawny i pełen wzruszeń. Bardzo zainteresował mnie przewijający się, co prawda gdzieś w tle, ale jednak, wewnętrzny konflikt Layken i Willa, którzy niejednokrotnie nie umieli oddzielić roli starszego brata lub siostry od roli rodzica. Granica okazała się być bardzo cienka. Pojawiły się również problemy wychowawcze z niesfornymi, choć uroczymi i bardzo wyczulonymi na dobro oraz zło nastolatkami, którzy wystawiali na próbę młodych „rodziców”. Nowe postaci w życiu chłopców, Kiersten i jej matka zagościły również w życiu pary. Wprowadziły do powieści wiele śmiechu, ale też mądrości. Oczywiście nie zabrakło dalszych losów mojej ulubionej postaci, Eddie wraz z jej chłopakiem, Gavinem. Oboje zostali postawieni przed ogromnym wyzwaniem, jednak ich historia w tym tomie wydawała mi się nieco okrojona i przez to drugorzędna. Chciałabym, by to zmieniło się w trzecim tomie.

Książka była dla mnie jednak otworzeniem oczu na nowo. Autorka nauczyła mnie znowu, że warto zadawać sobie pytania i wystawiać wszystko na próby, ale też starać się kogoś zrozumieć, nim wyciągnie się pochopne wnioski. Miłość potrzebuje czasem zastanowienia i refleksji, ale nie za długiej, gdyż życie uczy, że wszystko, co niełatwo naprawić i odzyskać, łatwo szybko utracić. Jest na tyle kruche oraz ulotne, że trzeba doceniać ludzi, których darzymy uczuciem i nie obrażać się na długo, a także łapać każdą cenną chwilę z nimi spędzoną. Nauczyła mnie również, że miłość jest złożonym uczuciem i nie należy bać się tego, że w jej składzie są okoliczności, przypadek, podobne przeżycia, czy jakiekolwiek inne wydarzenia. To właśnie one ją tworzą i nie podważają jej prawdziwości ani znaczenia. Jeśli do mleka nie wsypiemy kakao, będzie ono zawsze tylko mlekiem :)

„A zatem, nie zamierzam przepraszać za to, że kocham w tobie te wszystkie rzeczy niezależnie od tego, jakie stoją za nimi powody czy okoliczności.”

Może po przeczytaniu tego tomu nie było już takiego szału, jak po pierwszym, ale muszę przyznać, że z ciekawością śledziłam losy bohaterów i niejednokrotnie miałam łzy w oczach. To historia, której nie da się nie lubić, a postaci są tak nakreślone, że nie byłam w stanie nie żywić do nich sympatii. Bardzo wciągająca, urocza, a momentami mrożąca krew w żyłach książka. Polecam wszystkim, którzy całym sercem pokochali „Pułapkę uczuć”! Nie powinniście czuć się zawiedzeni. Ja już z niecierpliwością zacieram ręce na trzecią część, gdyż ponownie czuję się wyciągnięta siłą ze świata tej książki zupełnie bez mojej zgody :)