Nakarmić kamień

Napisany przez na lip 9, 2017 w recenzje

Nakarmić kamień

Ta niegruba książka Bronki Nowickiej została wydana w 2016 roku przez Biuro Literackie. Był to książkowy debiut reżyserki i scenarzystki, za który otrzymała Nagrodę Literacką Nike.

Rzadko zdarza się książka, która intryguje już od pierwszego zdania. Kiedy zaczynałam czytać „Nakarmić kamień”, od pierwszego słowa była wyczuwalna jej niezwykła aura. Wystarczyło kilka pierwszych zdań, by zrozumieć, że ten nieduży plik kartek uwięzionych w nietuzinkowej okładce jest czymś wiele większym i ważniejszym niż książka. To słowa przez duże „S” domagające się uwolnienia z wszelkich ram. Słowa, po których przeczytaniu nic nie jest takie, jak wcześniej.

„Smutek mnie uczy, że służę do życia.”

W „spisie rzeczy” znajdziemy rajtuzy, grzebień, łyżeczkę, kłębek, czy poszewkę. Wokół każdego z tych przedmiotów ukrywa się jakaś historia. Ułożone zostały w sposób chronologiczny, ale każda może stanowić odrębną całość. Nowicka nie osadziła ich w konkretnym miejscu ani czasie, choć są ściśle z nimi powiązane. Stanowią opowieść o dziecku, które obserwuje, analizuje i bada. Na naszych oczach kształtuje się osobowość małego człowieka. Przedmioty nie są jeszcze obarczone znaczeniem ani funkcją. Dziecko, niewinne i nieświadome, wkracza w świat i odkrywa w nim siebie. Dziecięce, a więc szczere, niekiedy przerażające spojrzenie na świat sprawia wrażenie, jakby dziecko było bardziej doświadczone w życiu, niż dorośli. Mała istota oddziela kształty i postaci. Jej poznaniu towarzyszy jednak smutek i ból. Rozczarowanie okrucieństwem i potrzeba miłości. Strach przed tym, że nigdy nie pozna wszystkiego…

„Jak zobaczyć wszystko, jeśli wokół widać tylko rzeczy i każda chce być poznana?”

„Dziecko lubi ich słuchać – uczy się o życiu. Już wie: wojna jest wtedy, gdy przedmioty tracą rozum. Boi się jeść widelcem. Trzyma go z daleka od włosów.”

„Umierać więcej trzeba mieć dla kogo.”

„Nakarmić kamień” to zbiór próz poetyckich. Nowicka dowodzi, że każde słowo odgrywa ważną rolę. Niektóre historie są za pierwszym razem niezrozumiałe, jednak z każdym kolejnym rozdziałem autorka uczy nas patrzeć oczami dziecka. Jej język jest prosty, ale dobitny. Jego cel to uwypuklenie przekazu. Odbiór potęgują niezwykłe, a szokujące swą prostotą zestawienia słów oraz oksymoroniczne zestawienia. Nie są one napompowane sztucznym patosem, lecz inspirowane życiem.

„Babka przewija swoją matkę. Rzepy pieluchy trzeszczą na biodrach.

– Umrę, jak mi dobrze zapłacisz – mówi stare niemowlę.”

Autorka łączy słowo i obraz, jakby miała to, co pisze we krwi. Wykazuje się ogromną wyobraźnią przestrzenną i słowną. Jej utwory „same się wyobrażają”. Istnieją jak światy, bez naszej woli czy pomocy. Możemy je tylko odkrywać i podglądać wychylając się zza kurtyny w teatrze. Widać, że Nowicka jest świadoma słowa. Operuje nim jak doświadczony lekarz skalpelem, zawsze precyzyjnie dotykając istoty problemu, mimo, że to dopiero jej debiut.

„Bo widzisz, chodzi o to, że włosy rosną bez twojej pomocy, samo się oddycha i samo śpi, oczy wiedzą, co zrobić, żeby się zamknąć. W zasadzie jesteś sobie potrzebna prawie do niczego.”

Oczywiście, niektóre utwory były dla mnie ciekawsze i bardziej zrozumiałe, niż inne. Niezmiennie jednak, ich piękno tkwi w tym, że choć stanowią całość, każdy z nich mógłby istnieć osobno i wtedy też by wciągał, wstrząsał, zadziwiał.

Zastanawiałam się, co najlepiej określa dzieło Nowickiej. Jako, że jest niestandardowe, trudno było je nazwać. Uczuć nie zawsze da się określić słowem, a nazwa nie zawsze je oddaje. Czasem swoim rozmiarem i siłą przekazu przypominają mi japońskie haiku, okruchy. Myślę, że trafnym określeniem byłyby też okruchokadry , bo są to małe, lecz wyraziste, sensowne i smaczne ujęcia życia. Teraz, kiedy piszę, przychodzi mi na myśl, że są to kamienie. Ostre czy zaokrąglone. Mocne i silne. Mogą ranić. Ukrywają niewidoczne, ale pełne wnętrze i trzeba nie tylko siły, ale i rozumu, by je rozłupać czy kształtować, a nawet udźwignąć. Są pierwotnym tworzywem.

„Pisało patykiem na ciele: „czereśnie”, „czarodzieje”, „poranki”. Ze znikających ze skóry słów można było powyjmować mniejsze. Tym samym patykiem wydłubać śnienie z czereśni.”

Niezależnie od tego, jak nazwiemy to, co napisała Nowicka, jest to coś wyjątkowego. We własnym stylu. Książka pełna jest wartościowych sentencji i przemyśleń. Autorka wykreowała tak wiarygodny i szczery do bólu obraz życia, że czułam się, jakby odkrywała przede mną coś, co we mnie od dawna tkwiło. Książka jest uniwersalna. Początkująca pisarka pokazuje świat bez uprzedzeń, w jego naturalnym kształcie, gdyż dziecko dopiero się w nim oswaja. Odkrywa jednak rzeczy, które przemówią także do dorosłego.

„Ssąc słone kolano, dziecko wie: jedyną rzeczą, która oddziela człowieka od świata, jest skóra. Dzięki niej nie wsiąka się w bezmiar rzeczy.”

„To pewnie jest czas – tło, po którym rzeczy przebiegają z jednej strony na drugą.”

Nastrój książki nie jest pogodny. Poznaniu świata towarzyszy smutek, ból, samotność, strach, tęsknota i nienawiść. Ukryte, podświadome potrzeby. Odnoszę wrażenie, że każdy z przedmiotów ze „spisu rzeczy” jest kryjówką dla jakiegoś uczucia, emocji. Jego uosobieniem i uzupełnieniem. Książka posiada unikatowy, swojski klimat. Jest przyjazna i dobrze się ją czyta, mimo, że nastrój bywa przygnębiający. Każde słowo skłania do refleksji na różne tematy: miłości, przemijania, życia, czy relacji rodzinnych. Nowicka uczy, że trzeba starać się pojąć to, co daje los i na swój sposób to kochać.

„ – Teraz nauczę cię, jak się płacze. Jeśli tego nie pojmiesz, możesz utopić się w sobie.”

W każdym z tych krótkich utworów zawarta jest głęboka prawda ukryta pod niepozorną na pierwszy rzut oka, a tak naprawdę niebanalną metaforą. Przytaczanie ich wszystkich mogłoby zająć kilka stron, ale nie mogę odbierać Wam całej przyjemności czytania. Powiem tylko, że książka była dla mnie spojrzeniem na świat oczami dziecka. Wracanie do niej to odkrywanie po raz kolejny czegoś nowego. Jest godna uwagi i warta polecenia. Zachwyca prostotą słów i złożonością przekazu. Jakby została napisana w myśl zasady minimum słów – maksimum emocji. Gorąco polecam!