Wzloty i upadki, zdrowy egoizm, czyli… trochę o istocie ludzkiej =)

Napisany przez na lis 25, 2016 w blog

Wzloty i upadki, zdrowy egoizm, czyli… trochę o istocie ludzkiej =)

Wiem, że długo mnie nie było. To znaczy byłam, ale niekoniecznie tak, jak bym chciała: czyli bazgroląc coś całymi dniami i rozmyślając nad mało ważnymi i ważniejszymi sprawami. W każdym razie wróciłam wraz ze spadającym niedawno z nieba śniegiem. Niestety szalony XXI wiek czasami wymusza na człowieku odrobinę rutyny, a kiedy doda się do niego szczyptę licealnego życia z nosem w książkach i zwykłą potrzebę chwilowego odpoczynku po wyczerpujących, długich dniach, to robi się z tego całkiem niezła mieszanka wybuchowa doprowadzająca niekiedy do głośnej eksplozji.

Czasami po prostu mam ochotę zatrzymać się w tym bezustannym biegu i wybuchnąć śmiechem. Tupnąć nogą i zabawić się trochę życiem. Przenieść się gdzieś z dala od miejskiego zgiełku i powdychać świeże powietrze, niekoniecznie to codzienne, które jest oczywiście „dobre”, ponieważ zawiera tyle trucizn, ile zwyczajna człowieczyna jest w stanie jakoś przetrawić (tak a propos, dzisiaj można było jeździć za darmo tramwajem mając dowód rejestracyjny- cóż za ukłon ze strony smogu, ciche wynagrodzenie dla naszego zdrowia!) Taką odskocznią, moim małym tupnięciem nogą, kołem napędowym, jest dla mnie właśnie Czytaczek. Więc dlaczego mam wiecznie pozbawiać się tej przyjemności z braku czasu, skoro jej brak czyni mnie nieznośną zrzędą?! Może powodem jest to, że jestem z natury pracoholiczką, ale nie można popadać w obłęd. Każdy musi mieć dla siebie coś: czynność lub miejsce, które pozwolą mu w jakiś sposób pozbyć się szarej codzienności i dadzą siłę na każdy kolejny dzień. Wiecie co? Warto szukać w sobie tego czegoś, choćby miało to trwać nawet bardzo długo. Nawet jeżeli ma to być droga przypominająca spacer po kaktusach, pełna niepewności, zwątpień i rezygnacji. Bo jednak zawsze mamy możliwość wrócić do tego czegoś i uczucie, które w chwilach powrotu towarzyszy człowiekowi, przypomina trochę jedzenie czekolady. Nie ważne, jak beznadziejny był miniony dzień, masz możliwość przeniesienia się gdzie indziej, w sferę przyjemności, słodkości i bezpieczeństwa. Czujesz, że cokolwiek by się nie stało, możesz zamknąć oczy i cieszyć się smakiem czekolady. Jedynej w swoim rodzaju.

Czasami ludzie odnoszą wrażenie, że są kompletnymi beztalenciami, albo że mają słomiany zapał. Przynajmniej mi niekiedy towarzyszy takie uczucie, szczególnie jeśli bardzo się do czegoś przykładam, ciężko pracuję i bardzo mi na czymś zależy, a i tak nie widzę rezultatów, żadnych efektów. Może to właśnie czyni nas ludźmi, że przeżywamy nieustanne wzloty i upadki w rozszyfrowywaniu własnego ja. Upadki to chęć rezygnacji człowieka w obliczu bezsensu mozolnej, niedającej skutków pracy. Jest to przecież zupełnie normalne. Czujemy zawód w obliczu klęski. A wzloty to te długo oczekiwane owoce, które, choć są niekiedy krótkotrwałe, pozwalają człowiekowi nagromadzić siły na dalszą pracę i w efekcie- znowu upaść, bo przecież człowiek to taka istota, która idąc pod górę, nieustannie oddala się od szczytu i pragnie więcej. Może to właśnie tworzy nasze życie: ciągłe wzloty i upadki.

Myślę, że życie człowieka szukającego swojej najmocniejszej strony jest jak szukanie orzechów przez wiewiórkę (wcale nie jestem głodna!) =) Mam na myśli, że szukanie w sobie talentu jest jak zbieranie orzechów. Wymaga powstania z wygodnej kanapy i uruchomienia wyobraźni. Odkrywanie i rozwijanie w sobie pasji jest jak rozłupywanie orzecha. Czasem przychodzi z trudem, czasem bardzo łatwo, a jeszcze kiedy indziej wydaje się być niemożliwe. Ale gdy już dostaniemy się do wnętrza, czeka nas niezwykła nagroda. Kiedy już rozłupiemy skorupkę i mamy orzech w dłoni, myśląc, że jesteśmy królami świata, okazuje się, że zadanie dopiero się zaczęło. Teraz trzeba uchronić orzech przed własnym głodem i przed głodem innych wiewiórek, by przetrwał do zimy i nie zniknął w otchłani zapomnienia ukryty pod ziemią, gdy minie jego przysłowiowe „pięć minut”.

Ale czy to nie jest niezwykłe, że każdy ma coś co kocha, coś, co niezależnie jak mu wychodzi, pozwala się tak, po ludzku wyżyć, czy, jak kto woli, odreagować? Już samo poszukiwanie w sobie talentu przez człowieka jest niejako dowodem, że sam dla siebie stanowi on nieodkrytą zagadkę, nierozwikłaną tajemnicę. A jeżeli tak jest, to może nasze możliwości same w sobie nie są wcale ograniczone, a jedyną prawdziwą barierą dla człowieka jest właśnie on sam! Jego uprzedzenia i niewiara w samego siebie… Więc ogranicza nas właśnie to, co pozwala nam się wznosić się ponad własne granice: wyobraźnia.

Kiedyś ktoś powiedział mi, że nawet jeśli piszę słabe wiersze, to powinnam to robić! Myślę, że to dobre podejście. To, co tworzymy jest nie tylko jakimś bytem materialnym: lepszej lub gorszej jakości. Nasze dzieła, jakie by nie były, są śladem naszego istnienia. Gdyby wszyscy malarze, pisarze czy wynalazcy nie tworzyli w przeświadczeniu, iż to, co robią jest nic nie warte, słabe lub beznadziejne, to jakim dorobkiem kulturowym cieszyłaby się ludzkość? Nie mam na myśli już nawet wartości historycznej czy pamiątkowej wytworów ludzkiej działalności. Dzieło stworzone w przypływie emocji jest śladem człowieka: jego uczuć, potrzeby ich wydobycia z siebie. Jest dowodem dla nas samych na to, że żyjemy, jesteśmy, istniejemy . Bo skoro tworzę, znaczy: jestem istotą rozumną, czyli myślę. „Cogito ergo sum”. „Myślę więc jestem”.

Nie ma emocji lepszej i gorszej jakości. Emocje to coś zupełnie czystego, coś, co samo z siebie jest i szuka ujścia, jak kolorowy motyl uwięziony w klatce. Więc jeżeli to, co człowiek robi, płynie prosto z jego serca, to niezależnie od efektów, jest to wartościowe i na swój sposób piękne. A nawet jeśli jest brzydkie, to przynajmniej prawdziwie. Piękno to już tytuł subiektywny. Myślę, że to właśnie owa prawdziwość stanowi o wartości czegokolwiek, co tworzymy, a nie kanony, w które się wpisujemy lub nie. Być może największą sztuką i odwagą nie jest tworzenie i świadomość, że dzieło jest dobre, ale tworzenie ze świadomością o jego niedoskonałościach i wadach. Tylko wtedy może narodzić się prawdziwy artysta.

Więc jeżeli słabo grasz na fortepianie, ale słyszysz melodie w swoim sercu, graj. Jeżeli nie umiesz malować, ale kochasz to i właśnie na płótnie potrafisz pokazać siebie, maluj. Choćby wszystko wokół mówiło „nie”. Choćbyś sam przestawał w to wierzyć. Największym wyzwaniem dla człowieka jest zatrzymać się i tupnąć nogą. Nie ważne, czy to tupnięcie ktoś usłyszy. Z resztą, jeżeli nie tupniemy, to jak się tego dowiemy?

A propos oderwania się od rzeczywistości, piątkowy wieczór jest idealnym momentem na takie czynności. Warto wtedy pomyśleć o sobie i podarować sobie kilka godzin zdrowego egoizmu! Ja dzisiejszy wieczór spędziłam zupełnie oderwana od świata, w miejscu dla mnie magicznym i o niezwykłej atmosferze : teatrze. Poczułam się całkowicie oderwana od rzeczywistości, a później, po wszystkim, jeszcze brutalniej w nią wrzucona, ale przynajmniej z energią i uśmiechem wymalowanym na twarzy. Myślę, że już wkrótce zamieszczę recenzję spektaklu, który obejrzałam. A teraz… no cóż, miłego weekendu!

Buziaczki, Z.