Mój felieton: Cudaczek- Wyśmiewaczek

Napisany przez na mar 1, 2018 w blog

Mój felieton: Cudaczek- Wyśmiewaczek

Wieczorem, wraz z odchodzącym dniem tuż obok mnie, a może nawet w mojej głowie kształtuje się postać zdumiewająco do mnie podobna, ale zawsze z czymś w rodzaju grymasu i wyższości na twarzy. Nachodzą mnie różne myśli. Leżę w łóżku, próbując zasnąć i starannie zmazuję wszystkie obrazki z wielkiej tablicy, która nieskończenie zapełnia się nowymi różnej precyzji szkicami. Ich autorką jest tajemnicza postać o świdrujących oczach i złośliwej fizjognomii. Z jej pomocą widzę różne sytuacje z minionego dnia. Odtwarzam w głowie wszystko, co miało miejsce, przetwarzam przez wyobraźnię słowa i gesty, formułuję bardziej i mniej udane wnioski. Myślę o tym, co zrobiłam, ale zdecydowanie częściej o tym, co zawaliłam. Mogłam zrobić, ale nie wyszło. Brakło czasu. Skończyły się zasoby energii. Muszę…muszę…trzeba było… można było inaczej… LEPIEJ. Świdrujące oczy przewiercają mi głowę, zrywam się z poszarpanymi myślami i oddechem.

Brzmi znajomo? Otóż to. Każdy zapewne ma swojego Cudaczka- Wyśmiewaczka. Pamiętacie to „licho malusie” Julii Duszyńskiej żywiące się śmiechem? Chyba każdy z nas ma podobnego recenzenta działań za uchem. Taka niby mała kopia Ciebie, ale jakoś dziwnie napompowana. Jak balon, który zaraz pęknie i szuka ujścia dla swoich złośliwości. Stoi przed Tobą w butach na koturnie i krzywi się na Twój widok pokazując milion dowodów na to, że jesteś gorszy.

Odnoszę wrażenie, że na każdym kroku my sami lub ktoś oczekuje od nas perfekcjonizmu. W szkole, w domu, w pracy, na ulicy. Od małego jesteśmy uczeni, że kolorowanka ma kontur i musimy się w nim zmieścić. Na sprawdzianie jest klucz, w który musimy się wstrzelić. Na lekcjach WF niby nie ma ocen, ale dla braku obciachu wypadałoby zmieścić się w normie i umieć zrobić konkretną ilość brzuszków na minutę. Potem rozmowa o pracę, na której trzeba odpowiadać tak, a nie inaczej na określone pytania. Nawet jeżeli planujemy wakacyjny relaks, wcześniej musimy urządzić sobie post, żeby jakoś wyglądać na plaży.

Nie możemy w niczym odstawać od reszty w tym negatywnym, ani pozytywnym sensie. Nie daj Boże w pozytywnym! Czy pozytywny aspekt inności jeszcze ma rację bytu? Jeśli coś jest inne, zawsze choć przez chwilę musi być gorsze (zanim wtopi się w tło i zostanie uznane za normę). Ostatnio chyba nic i nikt nie jest dla nas wyjątkowym – w końcu wyjątek potwierdza regułę. Wyjątkowość jakoś bardzo spowszedniała. Właściwie nie mam pojęcia, co musiałoby się stać, żeby ludzie zawsze doceniali i szanowali inność „od pierwszego wejrzenia”. Zazwyczaj to, co doceniamy i nazywamy „ oryginalnym” jest w rzeczywistości kopią nas samych i szarej masy przyklaskującej wszystkiemu, co nie jest bardziej i nie jest mniej szare od niej. Oklaskujemy miliony pseudoartystów, ludzi „ponadprzeciętnie uzdolnionych”, co z kolei podkopuje nasze własne ego. Nasze poczucie wartości jest budowane na niby jak ludzik z plasteliny. Wystarczy je lekko przycisnąć i zaraz przypomina smutną, płaską kałużę. Czyż żądanie od nas perfekcjonizmu nie powinno być ściśle połączone z budowaniem poczucia własnej wartości?

Istnieją więc ideały tego, jak kto powinien się zachowywać, wyglądać, jaki mieć rozmiar, iloraz inteligencji, telefon, ilość polubień, a nawet przewagę której półkuli, by osiągnąć sukces. A sukces w naszych czasach oznacza prestiż i pieniądze w jak najmniejszej jednostce czasu, niekoniecznie robienie tego, co się lubi albo nawet kocha. Potrafimy wyśmiać kogoś za pracę w barze szybkiej obsługi (traktowanym niekiedy jako przystanek dla bezrobotnych) chwilę później zajadając pyszne hamburgery. Nazywamy grzecznymi dzieci grające na telefonie w zabijanki. Uczymy się (lub nie) wierząc w to, że wykładnikiem naszej mądrości są oceny. Mówimy, że kierunki o danym profilu produkują nieudaczników, ale kiedy w przyszłości czegoś nam trzeba, w pierwszej kolejności biegniemy właśnie do nich. Nasz świat jest pełen nienawiści do drugiego człowieka, hipokryzji i stereotypów, którym zbyt łatwo ulegamy. Wewnętrzny głos w głowie ciągle szepcze „Bądź lepszy, lepszy… niż ty sam”.

Być może przyczyną problemu jest fakt, że w naszym życiu nie ma miejsca na pomyłki. Otaczają nas hasła nakłaniające do uczenia się na błędach oraz stawania się lepszym i lepszym. Chcąc nie chcąc, bierzemy udział w jakimś wyścigu. Niektórzy mówią, że wynik się nie liczy, ale to tylko słodkie kłamstewko dla uspokojenia i tak już nadszarpniętych nerwów, kiedy o naszym życiu potrafi zdecydować jeden punkt uzyskany na egzaminie. Może to sprawia, że ciągle się obwiniamy, próbujemy dorównać nieistniejącemu ideałowi i pogrążamy się w micie „supermnie”, któremu wszystko wychodzi i na wszystko ma czas. Tracimy całe dnie na rzeczy, które ani trochę nie dają nam satysfakcji i wraz z tym umiera to, co w nas najpiękniejsze: pasje i miłość do ludzi. Rodzi się pracoholizm, depresja, powstają problemy z komunikacją, rodzą się dolegliwości, rodzi się bezsenność, a Cudaczek- Wyśmiewaczek rośnie w siłę z satysfakcją depcze nasze resztki.

Tak więc kładę się do łóżka i widzę dziesiątki rzeczy, które mogłam zrobić oraz te, które mnie nie zadowoliły. Widzę miny ludzi, których w czymś zawiodłam. Prześladuje mnie opinia innych na mój temat, a może bardziej opinia osobistego krytyka zawsze gotowego do usług. Boję się klęski i czarne myśli paraliżują moje działania. Przeliczam stracone minuty na nieprzeżyte chwile, na dobro, które mogłam komuś przekazać, gdyby doba miała kilka godzin więcej. Mam ochotę odpocząć, ale nie mam na to siły. Nie mam siły, by odpocząć!

Krzyczę w pustą przestrzeń. Trzeba odreagować. Trzeba przestać myśleć, że mogłabym być… LEPSZA. Oto słodka tajemnica. Muszę być tylko sobą. Aż sobą. I pozwolić innym być takimi, jakimi chcą. Dać sobie przestrzeń na popełnianie błędów. Zdystansować się. Śmiać z drobiazgów, które się nie powiodły. Dać sobie czas na wypicie kawy, wypad z przyjaciółmi. Zatrzymanie się i dostrzeżenie tego, co we mnie jest dobre. Trwałe zbudowanie poczucia własnej WARTOŚCI. Obejrzenie głupiego serialu, a nawet… na słodką NUDĘ i chwilę SŁABOŚCI. BEZ wyrzutów.

Bez tego można naprawdę zwariować. Tylko tak możemy powstrzymać Wyśmiewaczka i zamiast pozwolić podciąć nasze skrzydła, podciąć jego szczudła. Jesteśmy w końcu ludźmi, a nie tak jak niektórzy myślą- maszynami. Mimo, że czasem je przypominamy. Popełnianie błędów to nawet dość zabawna część naszej natury- jeżeli potrafimy te niedoskonałości zaakceptować.